poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 15- Postrzał

Rozdział dedykuje:
-wszystkim czytelnikom
-czytelnikom z twitter:
@brookssparadise
@blog2906
@luvmylarrehx
@Marta97Cody
@ricz2000
-Werci ( +Weronika Margańska aka @wercia718 )

*Miesiąc później 
Jai wyciągnął mnie na spacer. Przechodziliśmy właśnie przy boisku na którym przed miesiącem działy się te dziwne rzeczy. 
Zatrzymałam się i patrzyłam w tamto miejsce. Przed oczami pokazały mi się wspomnienia, urywki,sceny. Oddech miałam nie równy. Z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka: 
-w porządku? 
-Tak. Sorry.Tylko...
-Nie musimy tędy iść 
-Nie o to chodzi. Tylko przypomniały mi się tamte chwile    
-Już po wszystkim. Było minęło... -zawahał się 
-mam nadzieje. Chodź my już 
-wracamy 
-Yhym -przytuliłam się do chłopaka który trzymał mnie wcześniej za rękę 
Następnego dnia Ronnie przypomniał chłopakom o tym ze mają zaplanowanych kilka m&g po europie. Mieliśmy wyjechać na ok.tydzień za 3 dni.

*tydzień później
Byliśmy właśnie w drodze na przed ostatnie m&g które miało się odbyć w Glasgow. 
Wysiedliśmy z busa i od razu przywitali nas fani było ich pełno.
Przeszliśmy na wyznaczone miejsce. To chyba był jakiś park na stole stał wielki tort z logo dp. Podeszliśmy do niego. Weszliśmy na ławki ustawione dookoła stołu a tłum ustawił się wkoło. Fani piszczeli krzyczeli robili zdj i filmowali nas. Chłopcy chwycili rękoma kawałki tortu i zaczęli w nich rzucać. Spojrzałam na Amandę która wkręciła się w zabawę i stwierdziłam że ja też zacznę rzucać jedzeniem. Chwile później dostałam kremem w okolice ust. Zlizałam go i złapałam kawałek ciasta. Chciałam nim rzucić w tłum ale kilka metrów ode mnie, na przeciwko stał zakapturzony ubrany na czarno mężczyzna. Patrzyłam chwile na niego i mimo ze nie widziałam jego twarzy to czułam wzrok na sobie. Szturchnęłam jaia i spojrzeniem pokazałam mu faceta.
-Idź stad i schowaj się np.w samochodzie. -Poradził
Obróciłam się do chłopaka aby odpowiedzieć. W tym samym czasie usłyszałam huk i coś przeleciało obok mnie raniąc mi ramię. Upadłam i w dodatku spadłam z ławki. Spojrzałam na rękę zobaczyłam krew. 
-Marta-krzyknęła Amanda z przerażeniem w głosie
-Nie !!!! -krzyknęłam do Jaia który ruszył za napastnikiem ale było już za późno.... 
Film mi się urwał...
*Amanda  
chłopaki od razu zaczęli się bawić - zaczęli rzucać ciastem.... 
nie zdziwiło mnie to w domu czasem tez tak robią. 
Stwierdziłam że jak oni mogą to ja też a w dodatku lukey mnie namawiał -wysmarował mi twarz kremem a później zlizał z ust całując
Chwyciłam w dłoń kawałek tortu i tak jak reszta rzuciłam w tłum który wariował. Spojrzalam na marte. Wymieniłyśmy uśmiechy. I koleżanka złapała za ciasto. Wyglądała na przestraszoną i zdenerwowaną. Wymieniła z jaiem kilka zdań i... usłyszeliśmy huk a następnie Marta leżała na ziemi z zakrwawiona ręką. 
Jai pobiegł w stronę tego kto strzelał,a ja uklękłam przy koleżance. 
-Marta -powiedziałam przez łzy. Dziewczyna była nie przytomna. 
-Amanda -luke przykucnął przy mnie -będzie dobrze nie płacz. -Pocieszał mnie. jaki on kochany. 
Wszyscy zebrani okrazyli nas. Fani płakali i martwili się.
Kilka minut później przyszedł jai. Był wkurzony i zdyszany. Wziął martę na ręce i zaniósł do auta. Siedział trzymając ja cały czas na kolanach. 
-Dzień dobry -policjanci podeszli do nas. -Możemy porozmawiać 
Zapytali nas co się stało,  czy wiemy dla czego, kto strzelał itp. 
Jaia wzieli na bok. Lukey cały czas był przy mnie i pocieszał. Ciesze się i dziękuje bogu że go / ich mam. 
Chłopaki byli wkurzeni i zmartwieni. Filozofowali dla czego, kto, po co i co by zrobili i jaka daliby kare napastnikowi. 
-Ej cicho -powiedziałam 
Marta zaczynała się budzić. 
Otworzyła oczy. Ucieszylam sie. Chwile później przyszedł jai. 
*15-30 min później 
marta z jaiem pojechali do szpitala. 
Kamera aweneaomnesstv wszystko nagrywała. Podeszłam do niej i powiedziałam: 
-Wspieramy misia #martacomebacktolife.
Nie wiedzieliśmy za bardzo co robić czy jechać czy czekać. Postanowiliśmy zadzwonić. Nie wiem co tam się działo ale musiało boleć ponieważ koleżanka krzyczała. 
-Jedziemy -postanowiłam gdy skończyliśmy gadać
...
*Marta
Obudziłam się leżąc w samochodzie na siedzeniach. Usłyszałam jak moi przyjaciele rozmawiają: 
-zatłukę tego kto to zrobił 
- cicho !-rozkazał któryś z chłopaków 
-Ej jak się czujesz? -spytala am 
-Nie źle -odpowiedziałam podnosząc się do pozycji siedzącej. 
-jest lepiej niż myślałem -powiedział skip próbując mnie rozbawić -twój wygląd mówi co innego 
Spojrzałam na swoją rękę była zakrwawiona. 
Chwile później przyszedł jai.
Usiadł koło mnie i przytulił. Też miał gdzie nie gdzie krew -moją krew. 
-debil -powiedziałam do chłopaka 
-Wiem -pogłaskał mnie po policzku 
-On miał broń 
-Wiem -powtórzył 
-Mogło ci się coś stać 
-Mi? Nie no co ty -mrugnął do mnie -a nawet jak tak to w twojej sprawie 
-I później byłoby na mnie -uśmiechnęliśmy się do siebie 
-To nie fair -oburzył się skip- ja ją próbowałem rozśmieszyć i nic a ten tylko powiedział jedno słowo i już leży    
-oh daniel -wszyscy oprócz mnie jaia i skipa 
-Tak tak wiem. Jai... -skrócił zdanie które często używał razem z resztą:"bo to jai"
Głowę miałam na kolanach chłopaka 
-Gdzie byłeś? -spytałam 
-wróciłem do ciebie po tym jak próbowałem zabić tego h*** wziąłem cię na ręce i przyniosłem tu. 
-Siedział przy tobie cały czas -wtrącił się james                                 
-Doprawdy? -Spojrzałam na niego
-Policja chciała pogadać-wyjaśnił -ktoś z zebranych zadzwonił. Zadali kilka pytań a później wróciłem do ciebie i całe szczęście się obudziłaś.Wyspałaś się księżniczko
-Wiesz jak trudno było mu od ciebie odejść -znów nie proszone komentarze 
-Przepraszam Marta White? -Spytał policjant który właśnie podszedł do naszego busika -możemy zadać kilka pytań    
Drugi policjant wyjął notes i zaczął pisać,a ten pierwszy pytać 
- czy wie pani kto mógł strzelać? 
-Nie                                          
-Czy miała pani jakiś wrogów, albo złe towarzystwo? 
-Wrogów raczej nie a moim obecnym towarzystwem są oni i mogę za nich poręczyć
-Raczej? Obecnym? -dopytywał ten drugi
-Tak. Jestem dość popularna i mam swoich fanów ale są też tacy którzy nas hejtują.-wymieniłam z am znaczące spojrzenia
-A co z tym towarzystwem?
- kilka miesięcy temu spotykałam się z moim teraz byłym chłopakiem 
-dlaczego się rozstaliście?  Próbował się z panią kontaktować? I czy mógł to zrobić? 
-Nie wiem czy mógł, nie wiem jaki jest teraz. Dzwonił kilka razy i przelotnie się mijaliśmy. Miałam go dość dlatego odeszłam. -widziałam że ten co notował i wypytywał o szczegóły znów chce się przyczepić więc go uprzedziłam- Już wyjaśniam: dla niego słowo kocham i miłość to to samo co dziwka i impreza. Nie starał się imprezował i pil. Na każdej imprezie bzykał inną dziewczynę a potem kłamał że kocha itp.       
-Imię i nazwisko 
-Conor russo taki model który uważa że każda laska jest jego i może robić wszystko-zdenerwowałam się jak zaczęliśmy mówić o tym szczylu i poczułam teraz straszny ból którego do tej pory nie czułam. Dało się zauważyć ze mi gorzej. 
-coś jeszcze? -Spytał jai 
-Nie to wszystko 
-Dowidzenia-rozkazal jai 
Przyszła Mariam i kazała mi połknąć jakieś lekarstwo, które przyniosła na łyżeczce. 
-co to jest ?-spytałam
-na krzepnięcie krwi i przeciw bólowo-wyjaśniła -podobno zrobi ci się lepiej. Weź-poprosiła
Połknęłam je. Było ochydne. Zrobiło mi się nie dobrze. Usiadłam na brzegu siedzenia i pochyliłam się do przodu oddychając głęboko i przełykając ślinę. Poczułam jak mój brzuch napina się kilka razy i ... zerwałam się na równe nogi. Odepchnęłam Mariam, która stała mi na drodze i pobiegłam na trawę z tyłu busa. Zwymiotowałam. Poczułam że ktoś, a właściwie Jai odgarnia mi włosy. Podał mi butelkę wody. Przepłukałam usta i napiłam się. Objął mnie podtrzymując jednocześnie gdy wracaliśmy do samochodu. 
-masz jeszcze połknąć kilka tabletek-powiedziała Mariam
-lepiej nic mi już nie dawaj-poprosiłam
Usiadłam, a Jai obok mnie. 5 minut później znów przyszli policjanci.
-możemy jeszcze na chwile prosić chłopaka ?!!!-spytali i oznajmili Ronniemu.
-musimy jeszcze porozmawiać-tym razem zwrócili się do Jaia
Wstał i odalił się z nimi na bok. Spojrzał jeszcze na mnie przepraszającym wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niego -co znaczyło: "nie twoja wina"
Długo nie wracali, a ja znów zaczynałam czuć ból, który z każdą chwilą się nasilał. Położyłam się na siedzeniach.
-znów ?-spytała Am
-boli-wycedziłam przez zęby
-bardziej niż przedtem ?
-yhym-mruknęłam
-wytrzmasz. Już niedługo-pocieszyła mnie
Kilka minut później bół był tak mocny że nie wytrzymałam.
-Jai !-krzyknęłam.
Chłopak przyleciał w ciągu 1 min, a za nim policjanci.
Złapał mnie za rękę i podniósł. przytuliłam się do niego, a on mnie czule objął.
-To wszystko.-powiedział jeden z policjantów
-karetka zaraz przyjedzie-dodał drugi i odeszli.
W ramionach chłopaka poczułam się bezpiecznie. Zrobiło mi się cieplej i ból zmalał.
Chwile później usłyszeliśmy syrenę karetki. Jai wziął mnie na ręce.
Wyszlismy z samochodu. Fani czekali na jakieś informację. Gdy tylko mnie (i moja rękę która wyglądała jakby ktoś ja oblał czerwoną farbą albo sztuczną krwią) zobaczyli zaczęli płakać piszczeć życzyć zdrowia itp. 
-Poczekaj - szepnęłam do jaia 
Zatrzymał się. Cały czas trzymał mnie na rękach  
-Nie martwcie się. Nic mi się będzie .wyliże się... albo ktoś to zrobi -spojrzałam na jaia 
-mogę ja -beau był chętny 
-zastanowię się jest kolejka -śmiech przeleciał po tłumie -kocham was -na te dwa ostatnie słowa dostałam odpowiedz: kochamy cie i wszyscy zrobili z dłoni serduszka na co odp im tym samym. 
-Pa kochani. Jesteście wspaniali -krzyknął jai -przykro mi porywam księżniczkę -zaniósł mnie do karetki i wszedł razem ze mną.
Medycy opatrzyli ranę .
-Trzeba szyć? 
-Nie -ucieszyłam się 
-A będzie ślad? -Spytałam
-Najmniejszego -był to miły wąsaty ok 40 lekarz    
-Naprawdę 
-Owszem. Tylko musimy zawieść cie do szpitala i zrobić test na tężec. Straciłaś dużo krwi. Miejmy nadzieje ze nie będzie trzeba przetaczać w szpitalu obmyją ci rękę i zrobią specjalny opatrunek który będziesz musiała zmieniać .
dojechalismy do szpitala na sygnale. Usłyszałam glosy 
-Rana postrzałowa młoda dziewczyna, nastolatka -drzwi się otworzyły  
Wyniesli mnie na noszach. Pobrali krew, kazali połknąć jakieś lekarstwa.
Następnie zabrali nas (chłopak cały czas przy mnie był) aby umyć rękę i ranę, i zrobić opatrunek. Weszliśmy do zabiegówki. Kazali abym się położyła na takim specjalnym fotelu. W tym samym czasie zadzwonił telefon Jaia. Wziął na głośnik.
-ej młoda i jak ? trzymasz się ?-spytał mnie Beau
-hah jakoś daje rade-odpowiedziałam
-jakoś ? jest dzielniejsza niż ty-powiedział Jai
-aha jasne-odp najstarszy z brooksów
-oj dobra Beau-usłyszałam głos Amandy-niedługo do ciebie przyjedziemy 
-do was -poprawił ją luke
-haha śmieszne-powiedziałam-aaaaaa fuck-krzyknęłam bo akurat dezynfekowali mi ranę
-ej co jest ?-zapytał Luke
-oh my ...ugh-piszczałam
-zabijają ją ?-zaciekawił się skip
-tak jakby -odpowiedział jai któremu właśnie miażdżyłam dłoń
Nastała cisza, ponieważ przestałam krzyczeć i zajęłam się oglądaniem rany
-co tam tak cicho ?-james
-o nie...-beau
-she dead -skip
-dajcie spokój-amanda
-przyjeżdżajcie-powiedział jai i rozłączył się
______________________________
Następny rozdział: Rozdział 16- Postrzał cz.2
w następnym rozdziale:
-znaleźliśmy pocisk
-hej i jak się czujesz ?
-ej...a może ...uciekniemy ?!!!
-mogę śpiewać, tańczyć..zróbmy imprezę
-real girls eat cake
-tyle ładnych osób wkoło mnie
-o mój boże
-Janoskains
-nie wieże po prostu nie wierze
-jak łatwo się nabieracie, nie problem was wkręcić
-dzięki, nie tylko za to 
-Co się stało?
-Boje się
-dowiemy się obiecuje. Chodź
-Nudzi ci się?
-Weź strój kąpielowy i spotkamy się tu za 5 min
-ah..ok i co dalej ?
-podoba się ?
-świece to ty zapaliłeś
-aby moje skarbie było szczęśliwe
-coś czego już od dawna chcemy

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 14- przerażające zbliżenie

*Amanda 
między mną i lukiem była chemia. Kochaliśmy się i oboje o tym wiedzieliśmy. Jeszcze się nie całowaliśmy tak officjalnie jak para tylko jak był jakiś dare albo przelotnie muskaliśmy swoje usta ale i tak to kocham. 
Reszta chyba się domyślała ze miedzy nami coś jest jak to oni żartowali sobie z nas i z marty i jaia (miedzy nimi tez coś było *-*) 
Liczę na to że niedługo będziemy oficjalna para 

Poszliśmy wszyscy się przejść i doszliśmy do skatepark. Jai i Marta tak jak ja i Luke odlaczyli sie od grupy. Młodszy bliźniak podszkalał moja bff w jeździe na waveboard. (Marta umiała jezdzić na normalnej desce i robić kilka łatwych trików)  A mój słodziak pokazywał mi kilka prostych podstawowych triów na desce.  
-Spróbuj -namawial mnie luke 
-Ok dla cb -poslałam mu buziaka 
Stanęłam na desce 
-i co teraz? 
-Musisz podskoczyć i przesunąć nogę do przodu -wytłumaczył 
Próbowałam i nic.
-teraz ci się uda -chłopak we mnie wierzył. Nie chcialam go zawiesc. 
Sprobowalam ale znów nie wyszlo a w dodoatku stracilam rownowage i wpadlam w objecia luka *-*
-pop a trace -powiedział i czule mnie obejmował
Usmiechnelam sie do niego 
-Oooo -odwróciłam się i zobaczyłam jaia i martę którzy przyglądali się temu zajściu 
-Wymiana? -Spytał młodszy bliźniak 
-Ok... poczekaj -spytal sie mnie czy chce waveborda 
-Okey. Zaraz. Musze coś jeszcze zrobić -powiedziałam -odsuńcie się nie chce żeby ktoś ucierpiał i w razie czego to mnie łapcie -ostrzegłam .
Jeszcze raz spróbowalam zrobić ollie i..... udało się 
-Wow brawo -luke podszedł do mnie objał podniósł do góry i zakręcił
Jai i misio zaczęli bić brawo 
-Dziękuje -odwróciłam się do nich gdy lukey mnie postawił i ukłoniłam się
Następnie wymieniliśmy się deskami. 
Lukey uczył mnie na waveboard. A jai i marta trenowali triki a później chłopak uczył ją nowych / trudniejszych. 
Luke pokazał mi jak on jeździ, postawę itp. Potem podtrzymując mnie pomógł kilka razy w miejscu stawać i schodzić z deski, następnie trzymając mnie zaczęliśmy przesuwać się do przodu i ćwiczyć jak się jedzie. Kilka razy tak. Potem zrobiliśmy krok na przód i luke nie trzymał mnie już tak jakby obejmował tylko za rękę .

*Marta 
Przeszliśmy na wyższy poziom. Już nie podstawowe triki. Jai uczyl mnie juz trudnejszych . Jakos łapałam. Jeden załapałam bez problemu ale z drugim były kłopoty. Nie to ze nie ogarniałam bo wiedziałam jak go zrobić tylko po prostu mi nie wychodził. Spróbowałam i przewróciłam się ale nie tak jak mandzia -w objęcia - tylko na chłopaka i oboje wylądowaliśmy na ziemi. Leżałam na chłopaku który objął mnie w biodrach patrzyliśmy sobie w oczy a po chwili przekręciliśmy się tak że on był nade mną i zniżał się coraz bardziej i bardziej do moich ust.
-Ekhym -teraz luke i am się nam przyglądali 
-No co? -Spytał jai 
Wstaliśmy ale chłopak nadal mnie mocno obejmował 
-Puścisz? -Spytałam 
-Nigdy -odpowiedział i uśmiechnął się łobuzersko. Odwzajemniłam gest

*Am  
Jestem pokraka. Znów się wywróciłam tym razem gorzej bo bardzo mnie bolała kostka i nie mogłam za bardzo chodzić. Skręcona nie była bo bym nie mogła stać ani wstać. Nadwyrężyłam albo stłukłam... 
Luke wziął mnie na ręce i za niósł do domu. 

*Marta
Mandzi coś się stało w nogę i luke zabrał ja do domu. Martwiłam się o koleżankę i zastanawiałam czy nie pójść do niej ale dostałam sms'a 
-"spko nic mi nie jest nie musicie wracać. Mam dobra opieke "


*Miesiąc później- Am
Z kostką było już o wiele lepiej można powiedzieć że już byłam zdrowa / w pełni sprawna -nie musiałam kuleć i/lub chodzić o kuli.... ale i tak większość luke mnie nosił  . Bardzi mi pomagał we wszystkim. Cały czas przy mnie był. 

Luke ja jai i marta poszliśmy do starbucka na mrożoną kawę- na dworze robiło się coraz cieplej... my poszliśmy po południu ok 15 (bliźniak nas zaprosili na taka jakby 2 randkę. Ulala *-*) 
Potem luke zabral mnie na spacer. Poszliśmy na plac zabaw.  Zaczęliśmy się bawić na tych zabawkach, gonić itp.potem poszliśmy na huśtawki . Chłopak zaczął mnie bujać a potem usiadł obok na drugiej i zaczęliśmy się huśtać w równym tępie... nasze ręce się złączyły
chwile później zeszliśmy z nich stanęliśmy na przeciwko siebie patrząc w oczy. chłopak mnie objął.  lekko go popchnęłam - usiadł na huśtawce cały czas obejmując mnie. Zbliżył swoje usta do moich... pocałowaliśmy się tak naprawdę. Prawdziwie. 
Usiadłam mu na kolanach i w tuliłam się w niego 
Był już wieczór. 
Lukey okrył mnie swoją bluza 
-Kocham cię -pocałował mnie w czoło 
-Ja ciebie też -odpowiedziałam

*Marta
Myślałam że wracamy do domu (chodź liczyłam że Jai zabierze mnie na jakiś spacer czy coś.... ). gdy weszliśmy na nasza ulice chłopak zatrzymał się 
-Co jest nie idziemy? -Zdziwiłam się 
-Mam pomysł.... -usmiechnął się łobuzersko -porywam cie... Tylko musimy zabrać coś z domu  
-Okey. -Usmiechnelam sie. Jak zawsze nie przewidywalny -ale co ?
-stroje do koszykówki 
-Omg. Idiota  -powiedziałam oczywiście nie obrażając tylko jako komplement 
Jai spojrzał na mnie z mina "i to był twój błąd" zaczął mnie gonić a ja przed nim uciekać.... dobiegliśmy do bramy domu. Chłopak złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i zablokował (oparł o płot).
-Musimy byc cicho. Nie chce aby ktoś nas zobaczył
weszliśmy po cichu do domu potem na górę wpierw do pokoju chłopaka a potem do mojego wzięliśmy stroje sportowe (oboje graliśmy w klubie sportowym w koszykówkę i piłkę nożną. On w męskiej drużynie, ja w damskiej. czasem były mieszane składy jak było mało osób, czasem ja przychodziłam na jego trening (grać lub kibicować), a czasem on na mój (grać lub wspierać). Były dwa w tygodniu. Jednego dnia o tej samej godzinie, drugiego raz on wcześniej a ja po nim albo na odwrót)
Wyszliśmy przez mój balkon bo schody nam zablokowali. 
Udaliśmy się  na boisko. Zrobiło się już ciemno. 
Położyliśmy swoje rzeczy na boku.
-Przebierz się... nie będę patrzył -odwrócił się... zaczęłam się przebierać zmieniłam spodenki i zdjęłam bluzkę i odwróciłam się aby nałożyć sportową 
-Miałeś nie podglądać -udałam że się oburzyłam 
-Nie mogłem się powstrzymać -mrugnął do mnie. Podeszłam do niego i zaczęłam lekko uderzać go pięściami w gołą klatę  
-Nie fochaj się -złapał mnie w tali i przyciągnął bliżej do siebie 
-bo co? -Mruknęłam 
Zbliżył swoje usta do moich i lekko, przelotnie je musnął
-Jak tak to ma wyglądać to będę się zawsze fochać -powiedziałam. Jai się zaśmiał ja tez i dokończyliśmy się przebierać.
Potem pograliśmy/potrenowaliśmy koszykówkę.... oczywiście nie obyło się bez jakiś flirtów zalotów czułych słówek i gestów 
Zrobiło się jeszcze ciemniej, a my nadal byliśmy na boisku ktoś zapalił lampy ani ja ani jai... 
-Kto....-zaczelam ale nie dokonczylam bo nie moglam nic powiedIc 
-Nie wiem....
usłyszałam swój telefon- dźwięk sms.  Przestraszyłam się bo dostałam kilka smsów z pogróżkami. 
-Sms -powiedzialam cicho 
Chłopak podszedł i zobaczył tylko na ekranie (wyświetlało mi się od kogo ) 
-Nie znany -powiedział
Światło zaczęło mrugać (kilka razy zgasło i zapaliło się ) jai szybko mnie objął jakby bał się że ktoś się na mnie żuci. Chwile tak staliśmy objęci ale usłyszeliśmy że ktoś jest w pobliżu -wiedzieliśmy że nas obserwuje... tylko kto to? 
-Chodź -chłopak pociągnął mnie za rękę.  Zabraliśmy szybko torby i poszliśmy do furtki (boisko było ogrodzone)  
 -cholera -jai pociągnął za klamkę było zamknięte.... u dołu furtki był otwór przez który prześlizgneliśmy nasze torby na drugą stronę... chłopak wspiął się na górę i przeszedł nad ogrodzeniem ja niestety nie miałam tyle siły .
stanęliśmy na przeciwko siebie tylko że dzieliły nas kraty przyłożyłam dłoń do krat on zrobił to samo spletliśmy je.... usłyszeliśmy znów czyjąś obecność i światła mrugnęły jeszcze raz 
-Jai -powiedziałam błagalnie patrząc mu w oczy.
 Bałam się... chłopak był dzielny i odważny nie spanikował... bał się ale o mnie  
-Odsuń się -wyważył furtkę.
Rzuciłam mu się w ramiona.... potrzebowałam jego bliskości 
Zaczęliśmy uciekać -biec przed siebie jak najdalej nie patrzący w ogóle gdzie się udajemy... w końcu zatrzymaliśmy się... nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy. Doszliśmy do jakiegoś parku, położyliśmy swoje rzeczy pod drzewem i przytuliliśmy się. 
-"bój się... znajdę cię.... w ciemność nie uciekniesz "-tak brzmiał sms 
Była noc. Ciemno, zimno, a my nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy. 
Chłopak oddal mi swoją bluzkę i bluzę bo trochę zmarzłam i byłam wystraszona. 
Zaczęliśmy iść nie wiadomo gdzie czy w stronę domu czy w przeciwną... jai nic nie mówił tylko nad czymś myślał
-Dzięki że przy mnie jesteś . -Cały czas byłam wtulona w chłopaka.  Nie wiem czy był na mnie zły czy coś 
-spoko -rzucił 
Chyba mu to nie odpowiadało... ostatnia rzecz jaką chciałam to kłótnia z osobą której teraz najmocniej potrzebuje
-Przepraszam -zatrzymałam i odsunęłam się od niego 
Nastała cisza... nagle poczułam że moje oczy stają się mokre i kilka łez ląduje na chodniku.  Chłopak to zauważył
-Ej nie płacz proszę -objął mnie i podniósł mój pod brudek zmuszając przy tym abym na niego spojrzała -Przepraszam cię.
-Odprowadź mnie tylko do domu i daje ci spokój 
-Nie!  poczekaj, źle mnie zrozumiałaś. Przepraszam cały czas myślę o tym h*** który straszy moją księżniczkę, zastanawiam się jak mam bu zaj*bać... wiem że mnie teraz potrzebujesz jestem cały twój nie bój się obronie cię -otarł mi łzę 
- dziękuje
-Zależy mi na tobie.  Przecież wiesz -złapał mnie za ręce i uśmiechnął się - martwię się o ciebie... nie oddam cię... będę cały .czas przy tobie 
Przytuliliśmy się 
-lov u -jai wyszeptał mi do ucha 
Podniósł mnie, oplotłam nogi dookoła jego pasa, nasze czoła się stykały, patrzyliśmy sobie w oczy i uśmiechaliśmy się do siebie... szliśmy tak przez polowe drogi 
Chłopak przygryzł wargę i próbował ugryźć moją (raz mu się to udało ) raz mnie pocałował ale nie tak oficjalnie tylko po przyjacielsku.
*Am 
Nikomu nie mówiliśmy o tym co zaszło na placu. 
*kilka dni później 
Nagrywaliśmy kolejny filmik. mieliśmy przedstawiać scenki. Była już ostatnia tura/kolejka/partia i ja byłam z lukiem w parze. Nie wiedziałam co zaprezentujemy bo lukey nic mi nie chciał powiedzieć. No dobra mówił ale tylko:  "spodoba ci się" i  "nic nie powiem- zobaczysz" 
-*No trudno*-pomyślałam -*będę improwizować*
gdy przyszła nasza kolej stanęliśmy przed kamera i publicznością (czyt. Janoskians i moje/moi bff) . Przez chwilę staliśmy patrząc sobie w oczy w których były iskierki love. Lukierek klękną przede mną i spytał:  
-Zostaniesz moją dziewczyną ?
Uśmiechnęłam się i zakryłam sobie usta bo ty nie była tylko gra aktorska to było naprawdę 
-Tak -odpowiedziałam 
Pocałowaliśmy się namiętnie. 
Miny naszych przyjaciół były bez cenne xD 
-żartujesz?! -beau wstał na roówne nogi 
-Nie -odpowiedzieliśmy mu oboje 
-Lukeanda is real -oznajmił luke.
_____________________________
następny rozdział: rozdział 15- postrzał
w następnym rozdziale:
-Tak. Sorry.Tylko...
- wracamy 
-Idz stad i schowaj sie np.w samochodzie.
-Nie !!!!
-Dziendobry -policjanci podeszli do nas. -Mozemy porozmawiac 
-Wspieramy misia #martacomebacktolife.
-Ej jak się czujesz?
-On mial bron 
-Tak tak wiem. Jai...
-wrocilem do ciebie po tym jak probowalem zabic tego h*** wzialem cię na rece i przynioslem tu. 
-Przepraszam Marta White?
- czy wie pani kto mogl strzrlac? 
-lepiej nic mi już nie dawaj
-Jai !
-Nie martwcie sie. Nic mi sie bedzie .wylize sie... albo ktos to zrobi
-A ty znow tutaj
-zabijają ją ?
-ej...a może ...uciekniemy ?!!!
-ja mam zwidy czy jestem w raju
-Janoskains
-Twoj telefon 
-Nie wiem. Nic z tego nie rozumiem. Co ja komus zrobilam?
-Nudzi ci sie?
-o matko ...po co pytałam
-świece to ty zapaliłeś
-moje !!!
-coś czego już od dawna chcemy

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 13- pomyłka, zdrowie, niespodzianka

*dwa dni później - Marta
Cleo i Alexa musiały szybciej wyjechać. Z Cleo wymieniłam się numerami telefonu, a Landrynie nawet nic nie powiedziałam.
Moje obawy że Jai znów będzie latał z Alexą nie spełniły się. Było zupełnie odwrotnie. 
Chłopak przez cały czas był ze mną, przy mnie. Opiekował się mną. 
*miesiąc później
Jai poszedł ze mną do lekarza na kontrole. 
-Marta White-zaprosił doktor do gabinetu
-A pan jest ?-spytał Jaia
-jej chłopakiem-odpowiedział bez zawahania
-chce pani aby wszedł z panią do gabinetu ?-spytał mnie lekarz
-oczywiście-odpowiedziałam
Zdjął mi gips i wysłał na prześwietlenie.
-wyniki już są-znów zaprosi do gabinetu
-i jak ?-spytałam
-zaskakujące. Bardzo dobrze się goi i nie ma potrzeby zakładania ponownie gipsu. Przypisze pani maść i codziennie będzie trzeba robić nowy opatrunek. Dziś ja pani zrobię-wypisał receptę i zrobił opatrunek z gazików i bandaża.
-a przez ile tak ?-spytałam
-przez miesiąc, ale w przyszłym tygodniu należy się zgłosić na kontrole. Niestety mnie nie ma ale na pewno będzie ktoś inny.
Wracając do domu zaszliśmy do apteki, kupiliśmy maść którą przypisał lekarz, gaziki i bandaże.
*Następnego dnia-wieczorem
-Chodź zrobię ci opatrunek-ash
-okey. idę-powiedziałam
-i jak ?-spytała
-za mocno-powiedziałam
-a teraz?-poprawiła
-za luźno, no zobacz mogę to zdjąć
-a teraz ?
-yyymmm...okey niech będzie-nie chciałam jej wkurzać. do jutra wytrzymam
*następnego dnia
-Marta opatrunek-usłyszałam krzyk ashley z kuchni
-o nie- powiedziałam do Jaia z którym właśnie schodziłam na dół
-dziś ja jej zrobię- powiedział do Ash
-okey niech będzie-poszła do reszty, do salonu zostawiając nas w kuchni
-dziękuje-powiedziałam ściszonym tonem
-spoko
-i jak ?
-bosz idealnie. Ale jak ?
-chodziło się w gimnazjum na EDB
-i kto lepiej ci zabandażował ?-spytała mnie ash gdy weszliśmy do salonu
-sorry słoneczko ale Jai
Koleżanka wcale nie była zła, uśmiechnęła się.
-no bo to w końcu Jai -Luke
-ciekawe ... -beau
-co ?-spytałam
-dlaczego mój brat lepiej ci zawiązał -beau
-może się całowali -Luke
Jai rzucił w braci poduszkami, Luke mu odrzucił i podszedł do brata no i zaczęli się szturchać. Ja i Am miałyśmy z nich beke.
*tydzień później
Znów przyszłam na kontrole. Tym razem nie było mojego lekarza, ale był jakiś inny. Kazał zrobić usg i pobrać krew. Stwierdził że nie mam komplikacji, wszystko jest tak jak powinno być i nadal mam robić tak jak robiłam dotychczas.
*Następnego dnia zadzwonił i kazał przyjść aby omówić wyniki badań.
-Usg jest w porządku, ale z badania krwi wynika, że jest pani w ciąży, w drugim miesiącu-powiedział
Ja i mój "chłopak" otworzyliśmy usta ze zdziwienia. 
-Panie doktorze to musi być jakaś pomyłka-stwierdziłam z przekonaniem
To na pewno nie jest prawda. Przecież nie spałam z Jaiem. Innego partnera nie miałam, a na imprezach czy w klubach bawiłam się tylko w gronie naszej grupy, a z żadnym z nich nic takiego nie robiłam. Nie upijałam się i pamiętałam co się działo. Zgwałcona też nie zostałam.
-Dobrze. Powtórzymy badanie-wysłał mnie jeszcze raz na pobranie krwi.
-Powiedz mi czy to....-Jai chciał wiedzieć czy to jednak może być prawda
-Nie. Z nikim innym nie łączy mnie to co z tobą, ale my przecież nie spaliśmy-powiedziałam
chłopak chwile się nad czymś zastanawiał. 
-Nie spaliśmy bo cały czas nam przeszkadzano, ale mieliśmy zbliżenia-powiedział
-Nie aż takie...myślisz że to jednak może być prawda ?
-zobaczymy jutro
-a co jak tak ?-przestraszyłam się
-nic-powiedział- Pamiętaj: Będę zawsze przy tobie-przytulił mnie
*Następnego dnia- rano
Z samego rana poszliśmy do przychodni dowiedzieć się czy to jednak prawda.
Czas spędzony przed gabinetem ciągnął się nie miłosiernie. Bałam się. Ale to nie może być prawda. W końcu poproszono nas do środka.
-Przepraszam. Nie jest pani w ciąży. W laboratorium pomylono wyniki. Jeśli chodzi o panią jest wszystko w porządku.-oznajmił-a teraz przepraszam muszę iść. Pacjenci czekają.
-Wole swojego lekarza-powiedziałam
Wyszliśmy z przychodni. Odetchnęłam głęboko. Jai podszedł do mnie i przytulił.
-to co robimy sobie dziecko ?-zażartował
-hahaha bardzo śmieszne.
*miesiąc później
Poszłam tym razem sama na kontrole, tym razem do mojego lekarza. Czekałam na swoją kolej ok.30 min.
-Przepraszam że tak długo to trwało i przepraszam również za kolegę. Słyszałem co się stało-doktor
-to nic takiego, a pomyłki się zdarzają-powiedziałam
-Jestem pozytywnie zaskoczony. Jak pani udało się tak szybko wrócić do zdrowia ?
-miałam dobrą opiekę-pomyślałam o Jaiu, do którego zaszłam przed wyjściem. Tak słodko spał, że nie miałam serca go budzić.
-nie potrzeba już żadnych opatrunków, maści, leków. Jest pani zdrowa. -zbadał sprawność mojej ręki -rehabilitacja również nie będzie potrzebna.
-naprawdę ? świetnie.-ucieszyłam się-Dziękuje doktorze za wszystko.-miałam pełno sprawną rękę, bez żadnych oznak że cokolwiek mi było, bez blizn itp.
Postanowiłam że nie będę jeszcze wracać do domu. Stwierdziłam że wybiorę się na spacer. Poszłam do parku. Na mostek, na który często przychodzę z Jaiem. Oparłam się o barierkę i patrzyłam na wodę. 
Chwilę później ktoś zakrył mi dłońmi oczy. Doskonale wiedziałam kto. Wszędzie rozpoznam ten zapach męskich perfum, ten szept, te ręce, tego mężczyznę.
-zgadnij kto ?-wyszeptał mi do ucha
-wszędzie cię rozpoznam. Jesteś mój-powiedziałam,a chłopak obrócił mnie w swoją stronę. 
-czemu poszłaś sama ?
-nie chciałam cię budzić, tak słodko spałeś
-księżniczko martwiłem się 
-skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać?
-razem tu przychodzimy, to jest nasza miejscówka i od razu poczułem że muszę tu przyjść-uśmiechnął się do mnie.

*Amanda
Obudziłam się dziś wcześniej niż zwykle. Próbowałam jeszcze zasnąć ale nie udało mi się. Stwierdziłam że jestem głodna i poszłam na śniadanie. Nikogo nie było. Marty i Jaia w ogóle w domu nie było, a reszta spała. Pokroiłam chleb i zaczęłam sparować kromki nutellą, ktoś (doskonale wiedziałam kto) objął mnie w pasie od tyłu i przytulił się.
-moje słońce już nie śpi ?-spytał Luke
-słońce już dawno na niebie-odpowiedziałam podając mu kanapkę
-dzięki
-porywam cię dziś -powiedział po śniadaniu gdy odprowadzał mnie do pokoju
-fajnie, a gdzie ? i kiedy ?
-niespodzianka, teraz-oznajmił i wziął mnie na ręce
-ej hahaha-powiedziałam i zaczęłam się śmiać
-no co porywam cię
Położył mnie na łóżku
-ubieraj się. Czekam na dole za 10 minut.
-tylko 10 -musiałam się ubrać, zrobić toaletkę (lekko umalować, uczesać)
-niestety. Zabiorę cię w miejsce w którym będziesz się świetnie bawić, aż do wieczora
-ok. postaram się wyrobić. Już nie mogę się doczekać
Włosy uczesałam w warkocz na bok i ubrałam to:



Zeszłam na dół. Lukey już tam na mnie czekał.
-idziemy ?-spytałam
-jasne-otworzył mi drzwi.
-powiesz gdzie mnie zabierasz ?-próbowałam się dowiedzieć
-już mówiłem, niespodzianka-złapał mnie za rękę
Szliśmy w kierunku nieznanej mi do tej pory strony miasta. Spacer zajął nam 30 minut. 
-ufasz mi ?-chłopak się mnie spytał
-wiesz że tak-powiedziałam
Luke zasłonił mi oczy dłońmi i prowadził tak przez jakiś czas, aż w końcu się zatrzymał.
-gotowa ?
-tak-znów przejrzałam na oczy. 
Przede mną znajdowało się wielkie wesołe miasteczko, lunapark.
-niespodzianka-powiedział Luke uśmiechając się-podoba się ?
-na razie tak, jeszcze nie wiem co spotka mnie w środku. 
Kupiliśmy bilety na wszystkie atrakcje. Byliśmy na diabelskim młynie, w kolejce wodnej, a potem chłopak zabrał mnie na kolejkę. Była bardzo wysoka, miała mnóstwo skrętów, zakrętów, beczek, pętli i tego typu rzeczy.
-oszalałeś, ja mam na to wejść
-oj nie marudź, chodź-Chłopak pociągnął mnie za rękę i nim zdążyłam się zorientować siedziałam obok niego w wagoniku.
-ja zwariuje-pisnęłam
-jestem przy tobie-uśmiechnął się do mnie
Chwilę później kolejka ruszyła. Piszczałam, krzyczałam i darłam się.
Następnie poszliśmy do tunelu strachu.
-o nie tylko nie strachy, horrory, upiory i zjawy-piszczałam, ale Luke ani myślał odpuścić
-chodź-weszliśmy do wagonika. Przytuliłam się do chłopaka.-nie bój się
Zaczęliśmy jechać, po chwili wyskakiwały różne duchy, potwory, zjawy, wampiry, nieboszczyki, zombie itp. Puszczali dziwne, przerażające dźwięki, światło wariowało i okazało się że fotele są interaktywne.
-to gdzie teraz?-spytał Luke gdy wyszliśmy z kolejki
-gdzie chcesz tylko żeby nie było straszne
Byliśmy w/na większości atrakcji które tu się znajdowały. Kupiliśmy sobie ogromną watę cukrową, którą zjedliśmy na pół. Chłopak mnie karmił, a ja jego. Lukey chciał zabrać mnie do jeszcze jednego tunelu.
-mam nadzieję że to nie będzie nic strasznego
-nie. To ci się spodoba-zabrał mnie do tunelu miłości
-słodki jesteś-siedzieliśmy w łódeczce, ponieważ to był tunel z wodą. 
Przytuliliśmy się do siebie.
Było już po 23.
-miałeś rację że spędzimy tu cały dzień-powiedziałam gdy wracaliśmy do domu
-a podobało się ?-spytał
-bardzo-uśmiechnęłam się do niego.
-ciesze się-odwzajemnił gest
Byłam tu pierwszy raz i nie znałam drogi do domu. Luke chyba jeszcze nie chciał wracać. Szliśmy wolniej, trzymając się za ręce i rozmawiając. 
-ej luke a czy my przypadkiem nie mieliśmy skręcić tam ?-akurat to zapamiętałam bo na rogu znajdował się sklep z zabawkami i Lukierek obiecał że kupi mi tam misia. Ale i tak wracałam z 5 pluszakami do domu, które chłopak dla mnie wygrał.
-może....-on coś jeszcze planował
-dobra. Poddaje się
-Jesteś moja-powiedział i mocniej mnie objął.
Było późno i ciemno. Znów nie wiedziałam gdzie idziemy, ale nie przejmowałam się chłopak wiedział co robi i gdzie idziemy.
-nie mów mi że chcesz się teraz kąpać- weszliśmy na plażę
-a czemu nie ?-on nigdzie nie widzi problemu
-żartujesz
-okey, chodź pospacerujemy -chwile chodziliśmy brzegiem morza
-jesteś szalony-oznajmiłam
-wiem-uśmiechnął się do mnie łobuzersko-podejdźmy zobaczyć jaka jest woda
-okey-zgodziłam się
Stanęłam na brzegu mocząc stopy, a Luke wszedł dalej do połowy łudek.
-ciepła-oznajmił
-cały dzień się nagrzała
-dlatego najlepiej jest kąpać się wieczorem-ochlapał mnie
Odwróciłam się i wyszłam na brzeg. Chłopak do mnie podbiegł, wziął na ręce i zaniósł do wody
-osz ty -zarumieniłam się i udałam że upadam, siadając na tyłku
Luke podał mi rękę a ja zamiast wstać, pociągnęłam go i upadł obok mnie. Śmiałam się z niego, ale on nie odpuścił. Złapał mnie w tali i przyciągnął nad siebie. Dobrze że było płytko. Leżałam chwile na chłopaku, następnie wstaliśmy. Luke zdjął koszulkę i pomógł mi ściągnąć moją. Weszliśmy głębiej do wody, która teraz sięgała nam do pasa. Chłopak położył ręce na mojej tali i przyciągnął do siebie, ja objęłam jego szyję, a drugą ręke wplątałam we włosy. Ziewnęłam
-zmęczona co ?-spytał
-no wymęczyłeś mnie
-wracamy ?
-okey, powtórzymy to ?
-szybciej niż ci się wydaję-odpowiedział i wziął mnie na ręce.
_______________________________
następny rozdział: Rozdział 14- przerażające zbliżenie
w następnym rozdziale:
-Spróbuj
-Wymiana?
-Puścisz?
Bardzo mnie bolała kostka
-Kocham cię
-Mam pomysł.... 
-Przebierz się...
-Nie mogłem się powstrzymać
-Sms
-cholera 
-Ej nie płacz proszę
-Zostaniesz moją dziewczyną ?